Nove Mesto w Czechach jak co roku przywitało nas piękną pogodą oraz ogromną liczbą kibiców na trasie. W Piątek wystartowałem w sprintach, gdzie po eliminacjach wydawało się, że nie mam zbyt dużych szans o walkę o czołowe lokaty, bo zająłem 34 miejsce. Późniejsza faza jednak pokazała, że mogę liczyć się w walce o wysokie lokaty, ponieważ przyjeżdżałem w czołowej 3 zawodników na metę w poszczególnych sprintach. Ostatecznie w finale zawitałem na 5 miejscu, ponieważ na ostatnich 200 metrach totalnie zabrakło mi już siły. Co nie zmienia jednak faktu iż 5 miejsce w Elicie na prawie 100 startujących zawodników jest świetnym wynikiem, tym bardziej że odpadli tacy zawodnicy jak Hermida, czy Fontana …
Niedziela to wyścig Cross Country, który jest znacznie cięższy i dłuższy niż ten Piątkowy. Wystartowało nas prawie 160, ja byłem wyczytany jako 40 na linię startu. Runda rozbiegowa była bardzo szybka i niezmiernie ważna, gdyż każdy walczył o swoją pozycję przez cały czas. Chwila nieuwagi powodowała spadek o kilkanaście miejsc do tyłu. Pierwsze 2 rundy plasowałem się w graniach 25-30 miejsca jadąc ze Svenem Nysem oraz Julienem Absalonem. Kolejne rundy nieco spadałem do tyłu lub próbowałem utrzymać koło zawodnikom, którzy mnie dochodzili. Nie czułem się dziś ewidentnie zbyt dobrze, ale mimo tego myślę iż 35 miejsce na mecie jest dobrym wynikiem przy moim aktualnym poziomie. W Poniedziałek wyruszam prosto do Francji, gdzie przez cały tydzień będę się miał możliwość dobrze zapoznać z trasą.
Za tydzień Puchar Świata we Francji-La Bresse, a po nim w końcu chwila odpoczynku oraz początek przygotowań do zbliżających się Mistrzostw Europy MTB w Rosji, które odbędą się na początku Czerwca.
Chęć zdobycia jak najwiekszej liczby punktów do kwalifikacji jest duża, więc kolejny raz poleciałem do Turcji. Wyjazd bardzo trudny, ponieważ zaraz po moim wyścigu szybkie pakowanie i w Piatek rano wylot. Na miejscu oczywiście temperatura grubo powyżej 30 stopnii i palące słońce...
Wyścig został rozegrany na obrzeżaach Istambułu, ale sam dojazd na niego oraz cała infrastruktura w miejscowości Arnavutkoy nie była zbyt ciekawa. Trasa, która tym razem została przygotowana była nawet położona w ciekawym miejscu, a jej profil na początku był w miarę płaski a dopiero na koniec czekały nas 2 ciężkie podjazdy. Na starcie nie pojawiła się żadna światowa czołówka, tylko jak zawsze zawodnicy z Rosji i Portugalii. Zaczynając od startu to pierwszą rundę pociagnąłem mocniej i wraz ze mną zostali tylko Diego Rosa oraz Tiago Ferrieira Jorge. Przez 3 rundy jechalismy razem po zmianach, a w pewnym momencie zostałem sam gdy obejrzałem się za siebie. Gdy zobaczyłem, że mam 15-20s przewagi postanowiłem jechać sam, tak też udało mi się zwiekszyć ją do około 1minuty utrzymując przez cały wyścig. Czułem się ogólnie dużo lepiej niż na moim wyścigu w Zielonej Górze, chodź myślałem iż będzie odwrotnie. Po przejechaniu 9 okrążeń w morderczej temperaturze dotarłem do mety z bezpieczną przewagą nad 2 i 3 Portugalczykiem. Tym sposobem zdobyłem kolejne 60 punktów do kwalifikacji olimpijskich :))
Teraz dwa Puchary Świata MTB i chwila luzu, na którą czekam już z niecierpliwością...
Sporo pracy i trudu włożonego w ten wyścig przeze mnie i wiele innych osób przyniosło pozytywny efekt, za co chciałbym bardzo wszystkim podziękować, bo sam na pewno nie dałbym rady. W dniu wyścigu byłem już tak zmęczony, że momentami zastanawiałem się, czy dam radę wystartować. Idealna pogoda jak na zamówienie oraz wszystko dopięte na ostatni guzik przyciągnęło do Zielonej Góry ponad 300 zawodników i sporo kibiców jak na kryzys w Polskim kolarstwie MTB. Chodź na pewno można jeszcze sporo poprawić, ale to w przyszłości :)
W młodszych kategoriach startowało prawie po 70 zawodników, a w najważniejszym wyścigu Elity kobiet i mężczyzn frekwencja aż tak bardzo nie dopisała. Dziwi mnie to, że najpierw wszyscy narzekają iż nie ma w Polsce porządnych wyścigów MTB, a jak już są to potem na nie, nie przyjeżdżają lub nie startują w ogóle . . .
W młodszych kategoriach startowało prawie po 70 zawodników, a w najważniejszym wyścigu Elity kobiet i mężczyzn frekwencja aż tak bardzo nie dopisała. Dziwi mnie to, że najpierw wszyscy narzekają iż nie ma w Polsce porządnych wyścigów MTB, a jak już są to potem na nie, nie przyjeżdżają lub nie startują w ogóle . . .
Zaczynając od startu, gdzie Tomek Dygacz rozprowadził cały peleton jechało mi się niezbyt dobrze. Wysunąłem się na prowadzenie podczas pierwszego okrążenia uzyskując 30 sekundową przewagę nad Ukraińcami, którzy mocno naciskali przez cały wyścig. Duża liczba kibiców, która robiła mega wrażenie i zgromadziła się przy najciekawszym zjeździe doprowadzała do tego, że momentami można było poczuć się jak na Pucharze Świata za granicą. Czyli jednak można nawet w Polsce zrobić wyścig, który zainteresuje ludzi :)) Pomimo tego, że wyścig nie był zbyt długi miałem problemy żeby utrzymać swoją przewagę i do samej mety broniłem 1 miejsca, które przy swojej publiczności i nie daleko domu było bardzo cenne :)) Tym sposobem dorzuciłem kolejne 30 punktów do kwalifikacji olimpijskich. Za mną dojechali Rysenko Sergii i Gerashchenko Oleksandr.
W Juniorach bardzo dobrze poradził sobie mój brat Piotr Konwa, który przez cały wyścig jechał samotnie i zwyciężył bezapelacyjnie.
photo: Agnieszka Torba
Drugi mój wyścig w Turcji to etapówka MTB UCI klasy S2. Na starcie podobna stawka zawodników jak na ostatnich tutejszych zawodach. Pierwszego dnia mieliśmy do przejechania odcinek 4,5km na czas, od startu był długi podjazd a końcówka to ciężki zjazd po kamieniach i dojazd po płaskim do mety. Przed tym startem nie czułem się zbyt dobrze, ponieważ byłem zmęczony po podróży. Żeby tego było mało to na objeździe trasy zaliczyłem upadek i stukłem sobie bardzo biodro na kamieniu oraz uderzyłem głową w ziemię łamiąc kask. Ale wracając do rzeczy od startu pojechałem niezbyt mocno, bo wiedziałem że końcówka będzie bardzo ciężka i tak też było. Do mety dojechałem wykończony i w miarę zadowolony z siebie. Jak też się później okazało uzyskałem najlepszy czas z 17s przewagą nad drugim Davidem Rosa i 21s nad Markiem Galińskim.
Kolejny dzień to wyścig Point to Point o długości 26km. Zostaliśmy zapakowani w autobus a rowery na ciężarówkę i autami przez stepy wjechaliśmy na wysokość 2200m :) Po starcie był długi szutrowy zjazd a następnie ścieżkami przez pola po grząskim piasku i kamieniach pokonywaliśmy różne rowy i przejazdy przez rzeczki. Po kilkunastu kilometrach udało nam się oderwać od reszty zawodników i uzyskać 30s przewagę. W połowie wyścigu zaczął się najdłuższy podjazd, który wyjeżdżał na szczyt góry około 2200m n.p.m i później został jeden długi techniczny zjazd po kamieniach do mety, gdzie na końcu wjeżdżało się na rundę czasówki. Na metę wpadliśmy razem z Markiem Galińskim, który wygrał ze mną na finichu. Po wyścigu okazało się, że spora część kolarzy pomyliła trasę i nad najgroźniejszym rywalem zyskaliśmy około 10 min przewagi.
Kolejny dzień to wyścig Point to Point o długości 26km. Zostaliśmy zapakowani w autobus a rowery na ciężarówkę i autami przez stepy wjechaliśmy na wysokość 2200m :) Po starcie był długi szutrowy zjazd a następnie ścieżkami przez pola po grząskim piasku i kamieniach pokonywaliśmy różne rowy i przejazdy przez rzeczki. Po kilkunastu kilometrach udało nam się oderwać od reszty zawodników i uzyskać 30s przewagę. W połowie wyścigu zaczął się najdłuższy podjazd, który wyjeżdżał na szczyt góry około 2200m n.p.m i później został jeden długi techniczny zjazd po kamieniach do mety, gdzie na końcu wjeżdżało się na rundę czasówki. Na metę wpadliśmy razem z Markiem Galińskim, który wygrał ze mną na finichu. Po wyścigu okazało się, że spora część kolarzy pomyliła trasę i nad najgroźniejszym rywalem zyskaliśmy około 10 min przewagi.
Ostatniego dnia etapówki mieliśmy do przejechania wyścig Cross Country, 7 rund po 4,8km. Trasa była bardzo podobna do tej z czasówki, tylko zmieniono ostatni zjazd i dojazd od mety. Na starcie byliśmy dość spokojni, ponieważ mieliśmy sporą przewagę nad resztą zawodników. Jedynym problemem była niepewność, czy zdołamy ukończyć etap przez problemy zdrowotne od 2dni. Od startu mocne tempo narzucił David Rosa, a my z Markiem jechaliśmy mu po kole do końca asfaltowego podjazdu. Gdy wjechaliśmy w teren mocniej pociągnął Marek i udało nam się oderwać od reszty zawodników. Przez cały wyścig jechaliśmy razem po zmianach powiększając przewagę nad resztą stawki. Ostatnie 2 rundy z odwodnienia nieco opadłem z sił, ale jakoś zdołałem utrzymać koło. Na metę Marek wjechał kawałek przede mną wygrywając etap. Podsumowując ja wygrałem generalkę z kilkusekundową przewagą nad Markiem Galińskim, a razem zgarnęliśmy 150 punktów UCI bardzo nam potrzebnych do kwalifikacji olimpijskich, które kończą się 23 Maja.
Po powrocie do Polski czeka mnie chwila odpoczynku od podróży chodź nie będzie lekko. Przez mój wyścig Marek Konwa Kaczmarek Electric MTB Race, który odbędzie się 3 Maja ostatnio żałuję, że doba nie ma 48h…
Ponad 160 zawodników na starcie i bardzo ciężka fizycznie runda przywitały nas w Houffalize. Pogoda bardzo zmienna a ostatecznie wietrznie i chłodno, bo w granicach 7 stopni na naszym wyścigu Elity mężczyzn. Na starcie staliśmy w sumie razem w trójkę koło 50 miejsca: Ja, Marek Galiński i Piotrek Brzózka. Po starcie był bardzo stromy podjazd, gdzie ostatnim rzutem udało nam się prześlizgnąć i podjechać, bo cała reszta za nami już biegła.
Starałem się jak najwięcej przechodzić od początku, ale wszyscy jechali tak równo i szybko, że było bardzo ciężko kogokolwiek minąć. Najwyżej jechałem w granicach 31 miejsca, a podczas wyścigu było tak ciężko, że nie było czasu się praktycznie porządnie napić poza 200m prostą na linii startu i mety. Ukończyłem 34 z ponad 6min stratą do zwycięzcy Juliena Absalona. Czułem się dziś dobrze i mogę szczerze powiedzieć, że pojechałem równy dobry wyścig.
Starałem się jak najwięcej przechodzić od początku, ale wszyscy jechali tak równo i szybko, że było bardzo ciężko kogokolwiek minąć. Najwyżej jechałem w granicach 31 miejsca, a podczas wyścigu było tak ciężko, że nie było czasu się praktycznie porządnie napić poza 200m prostą na linii startu i mety. Ukończyłem 34 z ponad 6min stratą do zwycięzcy Juliena Absalona. Czułem się dziś dobrze i mogę szczerze powiedzieć, że pojechałem równy dobry wyścig.
Teraz czeka nas rekonesans trasy olimpijskiej a później wyścig 3 etapowy MTB w Turcji.
fot. Agnieszka Torba




